Archiwum ofiar terroru nazistowskiego i komunistycznego w Krakowie 1939 - 1956

Imię: Stanisław

Nazwisko: Hołuj

Pseudonim:

Organizacja:

  • Imiona rodziców:
  • Data zatrzymania: 23.6.1940
  • Data urodzenia: 05.04.1899
  • Miejsce urodzenia:
  • Data śmierci: 29.6.1940

Biogram

Stanisław Hołuj urodził się 5.04.1899 r. W czasie I wojny świtowej walczył w Legionach. W latach 1919-1939 pracował w rodzinnym zakładzie przemysłowym,a także w krakowskiej rozgłośni radiowej. Pasjonował się rajdami motocyklowymi, lotnictwem szybowcowym, krótkofalarstwem. Był mężem Anny z domu Konder.  Miał dwoje dzieci: Jana i Marię.

 Stanisław Hołuj we wspomnieniach  Kazimierza Harcuły -przyjaciela z lat dzieciństwa i młodości:

 „Stanisław Hołuj – popularnie nazywany Staszkiem miał fantazyjne upodobania, a przede wszystkim był wybitnym sportowcem. Była to sylwetka nieprzeciętna i o zróżnicowanych upodobaniach.

Np. Staszek kupił sobie motocykl „Harley Dawidson” o pojemności 1200 cm. Na nim startował w wielu rajdach motocyklowych, zajmując zwykle pierwsze miejsca.

Był to równocześnie okres początkowego rozwoju narciarstwa. Staszek, na zboczu Plebańskiej Góry, tuż nad Studzienką zbudował w Myślenicach pierwszą skocznię narciarską, o których coś niecoś słyszał. Nigdy ich jednak na oczy nie widział, toteż wybudowana przez niego skocznia daleko odbiegała od prawidłowych i wręcz była niebezpieczna. Aż dziw bierze, że mimo oddania wielu skoków, nic mu się nie stało. Twardy był. Naturalnie wszystkie oddawane skoki były nieudane. Skocznia wyglądała tak groźnie, że absolutnie nikt poza Staszkiem nie odważył się na niej skakać. Jak wyglądały takie skoki, którym przyglądaliśmy się z zapartym tchem: Staszek na zwykłych, jakże prymitywnych wtedy turystycznych nartach wychodził na rozbieg. Tam stał dłuższą chwilę, wreszcie ruszył, zjeżdżając na próg coraz szybciej. Tu na progu, ze zduszonym okrzykiem, odważnie wybijał się w górę i lecąc kilkadziesiąt metrów, uderzał sobą o podłoże, równocześnie przewracając się i koziołkując. Po zatrzymaniu się, leżał kilkanaście długich sekund, nie ruszając się z miejsca, by po dłuższej chwili wstać i mając do siebie pretensje, za nieudany skok, windować się powtórnie na rozbieg, aby w ten sam sposób oddać jeszcze kilka skoków. Nawet ręki czy nogi nie złamał. Twardy był. W takich warunkach i na takiej skoczni, nawet najlepszy skoczek świata nie mógłby ustać takiego skoku.

Raz zjechał do Myślenic jakiś siłacz, który produkował się różnymi swoimi wyczynami: jak rwanie łańcuchów, rozbijaniem dużego głazu na piersiach, przebijaniem grubych desek gwoździem trzymanym w gołej ręce, itp. Pod koniec programu, wyzwał najsilniejszego mężczyznę z Myślenic, na walkę w zapasach. Zgłosił się Staszek, wprawdzie nie zwyciężył, ale walkę uznano za nierozstrzygniętą. Silny był.

Podobnie jak to było ze skocznią narciarską, Staszek usłyszał o latających szybowcach. Nie namyślając się długo, w stolarni przy tartaku zbudował wg swojego projektu szybowiec. Jeśli się na nim, podczas dokonywanych prób na Tarnówce koło Bukówki nie zabił, to prawdopodobnie dlatego, że skonstruowany przez niego szybowiec nie chciał się wzbić w powietrze. Nigdy tych prób nie obserwowałem, więc bliżej nie mogę więcej o nich powiedzieć.

Wreszcie „bomba”! Staszek kupił sobie wyścigowy wóz „Bugatti”. W Polsce były wówczas tylko dwie takie maszyny. Jedną miał Janek Ripper w Krakowie, drugą właśnie Staszek Hołuj
w Myślenicach. Teraz Staszek brał udział w ogólnokrajowych wyścigach samochodowych tej klasy, organizowanych we Lwowie, czy Tatrach – tzw. wyścigi tatrzańskie. O Hołuju i Ripperze mówiła cała Polska. Sprzeczano się, który z nich jest lepszy. Obaj byli wielkiej fantazji. Spór był chyba nierozstrzygnięty. Raz zwyciężał jeden, raz drugi. W każdym razie jedno jest pewne – cały Kraków był za Ripperem, zaś Myślenice - za Hołujem.

Obserwowałem Staszka na treningach, które sobie urządzał... Na ulicach miasteczka jeździł
z niebywałą  fantazją, kołami samochodu rozbijał krawężniki na zakrętach.

Wreszcie Staszek zrobił się krótkofalowcem. U siebie, w rodzinnym domu wybudował stację krótkofalową, która z czasem stała się jego pasją. Sam kiedyś zimą, na swoim Philipsie, kiedy kręciłem gałką, na krótkich falach usłyszałem jego „komunikat” meteorologiczny, kiedy po zakończonej rozmowie, mówił o pogodzie w Myślenicach.

Staszek był także filmowcem, miał kamerę i projektor. Oglądałem kilka jego filmów.

... Staszek był wysokim, przystojnym mężczyzną, atletycznie zbudowanym....  Miał też duże poczucie humoru.

Tak Staszek Hołuj jak i jego brat Janek ze swym synem Zbyszkiem zostali w czasie okupacji bestialsko zamordowani przez Niemców”.

dr Kazimierz Harcuła - „Myślenickie Redivivia” - maszynopis  Gliwice, 1983 r.

 21 czerwca 1940 roku w oparciu o Zarządzenie Kreishauptmanna Powiatu Ziemskiego Krakowskiego  z dnia 10.01.1940 r. / do którego w czasie okupacji należały Myślenice / - dr Egona Hollera  Zarząd Miejski w Myślenicach wyznaczył 10 zakładników, którzy przez 14 dni musieli meldować się codziennie w biurze burmistrzostwa i donosić o wszelkich próbach sabotażu przeciwko Niemcom.

22 czerwca 1940 roku pojawiły się w Myślenicach wzmocnione patrole niemieckich żandarmów i granatowej policji. Wprowadzono również godzinę policyjną.

Około godziny 23.30 tego samego dnia dokonano prowokacyjnego zamachu na myślenicką pocztę, wrzucając granat czy petardę do pomieszczenia telefonistki, pragnąc w ten sposób uzyskać pretekst do pierwszych, masowych aresztowań w  Myślenicach.

Pomiędzy godziną 2 a 3 dnia 23 czerwca 1940 roku niemieccy żandarmi wzmocnieni posiłkami z Krakowa wtargnęły do domów zakładników, brutalnie zwlekli ich z łóżek, aresztowali i zawiedli do aresztu miejskiego. Trzymano ich pod strażą w ogrodzie otoczonym murem, naprzeciw znajdującego się po drugiej stronie dawnej ulicy M. Buczka / obecnie H. Jordana / - budynku „Sokoła”. 

W niedzielę 23 czerwca 1940 r. w godzinach przedpołudniowych gestapo dokonało dalszych aresztowań w Myślenicach. Albowiem dziesięciu zakładników wydawało im się za mało.

Ujęli, więc kolejne 22 osoby, przeważnie byli to członkowie konspiracyjnej organizacji „Orła Białego”. Znajdował się wśród nich Stanisław Hołuj. Wszystkich trzymano kilka godzin przed budynkiem miejscowej poczty, sfotografowano i jeszcze tego samego dnia zabierając po drodze zakładników z aresztu miejskiego wywieziono samochodami ciężarowymi do więzienia Montelupich w Krakowie.

W wiezieniu na Montelupich oznajmiono im, że zostaną rozstrzelani, jeśli nie znajdzie się sprawca zamachu na myślenicką pocztę. Przerażone rodziny obległy więzienie, szukały możliwości porozumienia z aresztowanymi, interweniowały, przynosiły paczki żywnościowe. Hitlerowcy wzięli przecież po kilku członków rodziny.

28 czerwca 1940 roku  z celi śmierci nr 87 wywieziono grupę aresztowanych do Krzesławic, gdzie kopali groby. Myśleniczan umieszczono w drugiej celi śmierci - nr 94.

Dnia 29 czerwca 1940 roku wczesnym rankiem wywieziono ich autem, ustawiono nad wykopanymi dołami i rozstrzelano w poaustriackim forcie wojennym w Krzesławicach koło Krakowa.

Według świadka – mieszkańca pobliskiego domostwa oraz świadka koronnego – volksdeutscha z samego plutonu egzekucyjnego w Krzesławicach,  stojącym nad grobami założono opaski na oczy. Oni zaś zaczęli się modlić, śpiewając „Pod Twoją obronę”. Prawdopodobnie tego dnia w Krzesławicach rozstrzelano 29 Myśleniczan, wśród nich Stanisława Hołuja

Następnego dnia była sobota – dzień przyjmowania paczek dla aresztowanych. Dla Myśleniczan paczek już nie przyjęto tego dnia. Oznajmiono rodzinom, że aresztowanych nie ma już na Montelupich.

Wyjątkowo szybko wydano jednak urzędowe zaświadczenia, że „zmarli” 29 czerwca 1940 r. Gdzie i w jaki sposób oraz dokąd wywieziono zwłoki – nie podano. Zrozpaczone żony i matki starały się dowiedzieć o losie swych bliskich wszelkimi sposobami, nie wierzyły bowiem w ich śmierć.

Żona rozstrzelanego Stanisława Hołuja, karmiąc wówczas małe dziecko, nie mogła przyjechać do Krakowa wcześniej. Gdy przybyła, męża już nie zastała na Montelupich. Powiedziano jej na wartowni, że został skreślony ze stanu, a informacji o miejscu pobytu udzieli gestapo. Poszła tam, ale gestapowcy wyrzucili ją bez żadnych wyjaśnień. Wobec tego napisała do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie, nie wierząc zawiadomieniu o śmierci męża z prośbą o informacje. Z Genewy nadeszła odpowiedź:

„Wielce Szanowna Pani.Odnośnie pisma w sprawie Hołuj Stanisław musimy zawiadomić Ją z ubolewaniem co następuje: Pan Stanisław Hołuj, ur.5.4.1899 r. zmarł w areszcie dnia 29.6.1940r.”.