Archiwum ofiar terroru nazistowskiego i komunistycznego w Krakowie 1939 - 1956

Brak miniatury

Imię: Kazimierz

Nazwisko: Abramczuk

Pseudonim: Kazik

Organizacja: Armia Krajowa

  • Imiona rodziców: Stanisław, Wanda
  • Data zatrzymania:
  • Data urodzenia: 03.03.1928
  • Miejsce urodzenia: Knychówek
  • Data śmierci:

Biogram

Kazimierz Abramczuk ps. „Kazik” urodził się 3 marca 1928 roku w miejscowości Knychówek, w rodzinie Stanisława i Wandy. Miał pięcioro rodzeństwa. Wychowywał się na wsi. Uczęszczał do szkoły podstawowej w Drohiczynie nad Bugiem.

1 września 1939 roku wybuchła II wojna światowa, Kazimierz Abramczuk miał wówczas jedenaście lat. Dwa lata później, w 1941 roku, przeprowadził się do Warszawy, gdzie zamieszkał u rodziny swojej matki na Żoliborzu. Podczas okupacji pomagał matce w prowadzeniu sklepu na placu Inwalidów oraz uczęszczał do Miejskiej Męskiej Szkoły Handlowej, która znajdowała się przy ulicy Miodowej 25. Tam po raz pierwszy miał styczność z konspiracją.

1 sierpnia 1944 roku w Warszawie wybuchło powstanie, w którym Kazimierz Abramczuk wziął udział. Miał wtedy szesnaście lat. Wybuch walk zastał go na Żoliborzu, gdzie udał się do punktu zbornego przy placu Wilsona. Walczył w II Obwodzie „Żywiciel”. Brał udział między innymi w akcjach zdobywania zaopatrzenia. Powstanie wspomina tak:

„ […] moje doświadczenia... No muszę wspomnieć, bo przecież część na polecenie Dowództwa Okręgu Żoliborz wyszła do Kampinosu od razu, znaczy następnego dnia w nocy, a część została. I wtedy poszedłem na plac Wilsona i tam od razu zostały dokonane wszelkie formalności. Dostałem legitymację, zostałem formalnie zaprzysiężony i dostałem wstępny przydział potem, który się potwierdził, do tego porucznika „Leliwy”. A później z Kampinosu wszystko przyszło, przyszły oddziały, no i zaczęły się działania wojenne. Bo w pierwszym okresie, w pierwszych dniach to Niemcy zupełnie zdurnieli, nie wiedzieli, co się dzieje, i w zasadzie mogli zająć Żoliborz bez problemu 1 sierpnia. Tak mi się wydaje, jak patrzę w tej chwili, [bo] był zupełny bałagan. Tutaj były tylko bardzo nieliczne oddziały. Bardzo nieliczne było to wszystko towarzystwo. No i jak tam doszedłem, to potem już byłem, jak ja nazywam, do dyspozycji i cały czas byłem właśnie potem u porucznika „Leliwy”, „Leliwa II”, z nim wszędzie, dopóki on nie został ciężko poraniony w drugiej połowie września. Ale się wykaraskał z tego. To był wspaniały człowiek, wspaniały człowiek. Po wojnie z nim zresztą miałem też [kontakt], też pracowałem z nim w jednym miejscu w budownictwie. To był fajny człowiek, który mi strasznie dokuczał. Jak on mi dokuczał... Praca polega na tym (ja mówię w skrócie): przynieś, podaj, pozamiataj. Ale to była naprawdę trudna praca i ciężka praca i ciągle człowiek był właściwie na pierwszej linii frontu, jeżeli można powiedzieć. Wszystko było na pierwszej linii frontu, ale... I różne natężenia były przecież w tym okresie. W pierwszym okresie było względnie spokojnie, a pod koniec to było dosyć, dosyć ciężko, tak bym powiedział. Tak na wstępie [powiem]. Jak myśmy chodzili tu czy tam razem po tym Żoliborzu, czy załatwić, czy coś, to ciągle mówił... No wie pani, pocisk spada, tego owego, to ja nie mogę się powstrzymać, żeby się nie nachylić, no niestety. I on mówi: „Co się tak kłaniasz tym łobuzom? Nie kłaniaj się tym łobuzom. [...] Czego ty się kłaniasz tym łobuzom? Nie kłaniaj się im”. I tak za każdym razem, do końca, a ja do końca miałem ten odruch i mnie wstyd było, bo on zawsze był wyprostowany i stał. „Najwyżej w oko trafi”. I trafiło mu w oko, oko stracił, jeszcze były inne rzeczy, to inna sprawa. Nie on pierwszy, nie ostatni. W każdym bądź razie się wykaraskał z tego.” (fragment pochodzi z wywiadu przeprowadzonego 15 listopada 2013 roku przez panią Urszulę Adamowicz; jest dostępny w Internecie pod adresem: https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/kazimierz-abramczuk,3246.html [dostęp dnia 17.03.2019 r.]).

Powstanie trwało 63 dni i upadło 2 października 1944 roku. „Kazik” wyszedł z miasta wraz z ludnością cywilną. Trafił do wsi Zduny pod Łowiczem. Powrócił do Warszawy, gdzie pracował jako robotnik w Elektrowni Warszawskiej. Po 9 maja 1945 roku Kazimierz Abramczuk wyjechał do Zakopanego, gdzie zdał małą maturę. Następnie wyjechał do Krakowa, gdzie rozpoczął naukę w liceum spółdzielczo-handlowym i otrzymał świadectwo dojrzałości. Wyjechał z Krakowa, rozpoczął studia na Wybrzeżu, uzyskał stopień magistra ekonomii, a w roku 1950 wrócił do Warszawy. W kolejnych latach piastował stanowisko dyrektora T.H.Z. Arteon.

Kazimierz Abramczuk ps. „Kazik” został odznaczony Medalem Wojska, Krzyżem Armii Krajowej oraz Złotym Krzyżem Zasługi.

Bibliografia:

Adamowicz U., Wywiad z Kazimierzem Abramczukiem przeprowadzony dnia 15 listopada 2013 roku w Warszawie, [dostęp dnia 17.03.2019 r.], dostępny w Internecie: https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/kazimierz-abramczuk,3246.html.

Kazimierz Abramczuk, [dostęp dnia 17.03.2019 r.], dostępna w Internecie: https://www.1944.pl/powstancze-biogramy/kazimierz-abramczuk,55321.html.

MK